San Fran Trzcińsko
Czując już swego rodzaju przesyt piwami w stylu DDH, które nierzadko przypominają wyglądem, smakiem i aromatem sok z wyciśniętych owoców, pomijam to co dzieje się ostatnio w tymże soczystym świecie, swój wzrok przenosząc na styl będący bardziej w opozycji: West Coast IPA. Wytrawne, goryczkowe, ale nadal z wyraźnym wpływem chmielu, który dominuje w odbieraniu piwa zmysłami węchu i smaku. Przynajmniej taki ten styl powinien być w teorii. Czy zatem browarowi Miedzianka udało się przelać te wytyczne z papieru do butelek tworząc San Fran Trzcińsko?

Powiem Wam szczerze, że czuje się przejedzony piwami w typie „DDH”. Nie, żebym miał ich na koncie jakieś ogromne ilości, czy też codziennie konsumował co najmniej jednego przedstawiciela tej grupy, ale po prostu czuję już pewien przesyt. Sam widok kolejnych nowości, które są „double dry hoped”, czy też mają podkręcany o kolejne gramy hoprate, sprawia, że przewijam stronę w poszukiwaniu czegoś zgoła innego. I owszem, oddać muszę, że nierzadko są to piwa soczyście owocowe, przepełnione oszałamiającym aromatem i to tylko przy współudziale chmielu, słodów i płatków, bo sam nieraz się nad nimi zachwycałem. Ale jakoś tak od dłuższego czasu totalnie przestały mnie kręcić. Wolę w zamian sięgnąć, po piwo gdzie chmiel mimo, że nadal gra pierwsze skrzypce i wnosi piękny aromat, to nie przytłacza całości tworząc wyrób „soczkopodobny”, a dla przykładu ma goryczkę i wytrawność, które są świetną odskocznią i swoistym resetem podniebienia i kubków smakowych. I z niemałą radością dostrzegam, że styl który powyższe warunki spełnia odnotowuje swoisty renesans, bowiem na rynku pojawiają się zarówno znani jak i nowi przedstawiciele West Coast IPA. Tej radości towarzyszy też ciekawość jak, w czasach gdy soczkowość dominuje, a goryczka tak pożądana niegdyś, nie jest już na piedestale doznań, browar zaprezentuje swoją interpretację tej wytrawnej i goryczkowej odmiany American IPA pochodzącej z zachodniego wybrzeża USA. Dlatego też z nieukrywaną przyjemnością skorzystałem niedawno z okazji by poznać się z San Fran Trzcińsko, czyli West Coast IPA wykonaną przez dolnośląski browar Miedzianka. Piwo nienowe, bo z przeszłością jeśli można to tak ująć, ale wciąż przeze mnie niepoznane. Sprawdźmy więc, jak ekipa browaru ugryzła ten niełatwy temat i czy udało im się oddać choć ułamek duszy zachodniego wybrzeża.

W pierwszych wdechach dominują subtelne i niezbyt wyraźne nuty cytrusów i żywicą. Niską intensywność zrzucam na karb wciąż niskiej temperatury piwa, które nie dało się jeszcze ogrzać i wciąż kryje w sobie część aromatów. W międzyczasie więc rzut oka na barwę, a mamy tutaj całkiem ładne złoto, które dodatkowo jest prawie idealnie przezroczyste, może lekko przymglone na zimno. Piana średnioobfita o barwie lekko zabrudzonej bieli. Oblepia ścianki tworząc ładny lacing, a finalnie pokrywa piwo warstwą maksymalnie do 1 cm grubości.

San Fran Trzcińsko

Wracając do aromatu: jego profil jest zbliżony do tego co w sumie można znać z innych West Coastów, to znaczy wspomniana żywica, cytrusy, ogólnie coś na wzór skórki/albedo od chociażby grejpfruta, co daje już taki wstępny pogląd, że piwo będzie miało wytrawny charakter, te cytrusy i żywica mają takie cierpkie, wytrawne zabarwienie. Ale co mnie też nieco zaskakuje to schowane nieco bardziej w tle tropiki, z których ciężko mi wyodrębnić konkretne nuty owoców, ale czuć ogólny, lekko słodkawy całokształt słodkich owoców tropikalnych. W pewnym momencie w głowie mi „zakwita” mango jako wybijające się najbardziej z tych tropików, takie już bardzo mocno dojrzałe, lecz nie przejrzałe.

W ustach piwo charakteryzuje się niską pełnią, ale zarazem nie jest wodniste, czy też puste. Wysycenie jest dość wysoce intensywne. Ogólny profil początkowo zdaje się być stonowany, zbalansowany, jednak z biegiem czasu, rozlaniem się piwa w ustach i późniejszym przełknięciem go, wychodzi na jaw właśnie to wytrawne oblicze piwa. Goryczka jak najbardziej jest, jednak nie w postaci, krótkiego strzału na języku i podniebieniu, a bardziej jako dłuższe, przeciągnięte narastanie, które w maksimum osiąga średniointensywny poziom. Wydawać by się mogło, że nie jest więc zbyt goryczkowo i tak w sumie jest, jednak poziom tej goryczy dobrze pasuje do profilu piwa i mimo wszystko stosunkowo łatwo ją poczuć i wyłapać. Posmaki chmielowe w tym piwie jak najbardziej obecne, to one tutaj bądź co bądź dominują i grają pierwsze skrzypce: w głównej mierze wyróżnić mogę grejpfruta, ogólną taką cytrusową cierpkość i to ona w sumie najbardziej wyróżnia się w smaku.

San Fran Trzcińsko to mówiąc w dużym skrócie dobre piwo. Ma praktycznie wszystkie aspekty, które bez problemu pozwalają je zakwalifikować do stylu West Coast IPA: w aromacie dominują amerykańskie nuty nowofalowych chmieli, które odznaczają się również w ustach. Tam też ujawnia się bardziej wytrawne i goryczkowe oblicze tej odmiany IPA, ze zdecydowanie schowanymi cechami pochodzącymi od słodów. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić to intensywność doznań, zwłaszcza w aromacie, który zdawał się być cały czas na pół gwizdka. Innymi słowy browar Miedzianka stworzył kawał poprawnej West Coast IPA.

Metryczka
Browar: Miedzianka
Nazwa piwa: San Fran Trzcińsko
Styl: West Coast IPA
Ekstrakt: b.d.
Zawartość alkoholu: 6,5% obj.
Najlepiej spożyć przed: 07.07.2021
Ocena: 6/10
Piwotoki*: chmiel, wytrawne, goryczka, cytrusy, żywica, sosna, mango


Nie zapominajcie również o:

  1. możliwości komentowania i dzielenia się swoimi wrażeniami z tekstu i nie tylko;
  2. zajrzeniu na blogowego Facebooka i Instagrama;
  3. zapisaniu się do grupy Fanów Piwnego Craftu (jeśli jeszcze tego nie zrobiliście), gdzie również znajdziecie moje teksty, ale również innych piwnych freaków dzielących się swoimi piwnymi doświadczeniami.
  4. po więcej piw w stylu West Coast IPA czy też z browaru Miedzianka odsyłam do odpowiednich kategorii.

*Piwotoki – pojedyncze słowa pod postacią potoku, które razem składają się na całokształt piwa.