Triple Muffin
Browar Piwojad rok w rok przyzwyczaja nas do dobrego i tworzy swego rodzaju tradycję w corocznym wypuszczaniu sztosów na początku roku, lub w jego pierwszym kwartale. Po leżakowanej Susce i dzikim Belgu przyszła pora na gęstego i tęgiego Triple Muffina. Na papierze zaprezentowano to jako muffinkę podniesioną do sześcianu, co zapowiada solidną porcję czekolady, słodyczy, ciała i kto wie czego jeszcze. Czy zatem ekipie krakowskiego browaru udało się upłynnić to klasyczne ciastko i zagęścić je tak, by zawładnęło wszystkimi moimi zmysłami? Przekonajmy się

Swego rodzaju tradycją stało się już, że browar Piwojad na początku każdego roku podrzuca na swoim mediach społecznościowych informacje o nadchodzącej piwnej premierze. Nie są to jednak premiery „zwyczajne”, czyli takie jakich możemy codziennie uświadczyć. To są swego rodzaju zapowiedzi sztosów.

Tak bowiem było w 2019 roku kiedy to pojawiła się informacja o ich Susce leżakowanej w beczce po winie Tempranillo. Podstawowa Suska cały czas tkwi w mojej pamięci, od czasu gdy spróbowałem jej po raz pierwszy, a wędzona śliwka oblana czekoladą zawróciła wówczas moimi zmysłami. Wersja „barrel aged” była kolejnym bardzo przyjemnym objawieniem i pokazaniem, że ekipa Piwojada umie w sztosy.

Potwierdzili to rok później, gdy wypuścili na rynek coś bardzo odważnego. Ponownie pokusili się o leżakowanie w beczce, tym razem po whisky Bowmore, ale na dodatek mocne, ciemne belgijskie Ale przetrzymali w towarzystwie dziewięciu różnych szczepów dzikich drożdży. Jakby tego było mało w pakiecie z piwem (które swoją drogą zamknięto w piękniej i smukłej ciemnozielonej butelce, à la szampan) można było zakupić dedykowane szkło z piwojadowym stworem i dębowymi liśćmi. Nie muszę chyba mówić, że kupiłem konfigurację piwo+szkło.

Na kolejną sztosową premierę, trzeba było poczekać nieco dłużej bo do marca 2021. Choć informacje zapowiadające nowe piwo pojawiały się już wcześniej, to właśnie na początku wiosny światło dzienne ujrzało zdjęcie szkła z piwem, które leje się z trzymanej wyżej butelki. Zdjęcie jakich wiele, ktoś by pomyślał, jednak nie… Bowiem piwny zwierz ponownie zaskoczył i zaprezentował nowe szkło dedykowane piwu ukrytego w butelce ozdobioną niezmiernie prostą i tajemniczą etykietą. W ten sposób browar zaprezentował szerokiej publice swoje  najnowsze dzieło: Triple Muffin.

Triple Muffin

Pierwsze co w sumie należy wspomnieć, to że piwo to nie jest w 100% potrójną wersją bazowego Muffina czyli Chocolate Peanut Milk Stouta. Owszem są prażone ziarna kakaowca, jest laktoza, ale już bez orzeszków ziemnych. Mamy więc zatem Imperial Milk Stout. I to solidnie imperialnego wszak standardowo widełki dla Milk Stouta to 12-16°blg, a tutaj mamy prawie, że dwukrotność tego: 30°blg. Browarowi udało się uzyskać z tego 12% obj. alkoholu, co zgodnie z kalkulatorami, daje nam odfermentowanie na poziomie ~59% i solidną porcję cukru resztkowego. Będzie gęsto to mało powiedziane! Ale nie gęstość i moc są jedynymi widocznymi na pierwszy rzut oka atutami tego piwa. Jest nim także aspekt wizualny w postaci etykiety i dedykowanego szkła, o których wspomniałem już wyżej. Szkło jest przepiękne: nieduże o pojemności 0,33 ml, z apetyczną babeczką (w sensie ciastkiem, nie kobietą) na froncie i dużym napisem „PIWOJAD Triple Muffin”… a może to muffinka jest tyłem, a napis frontem… Mniejsza z tym, to małe szklane arcydzieło. Co do etykiety piwa, jest do bólu prosta i zarazem do bólu piękna i treściwa. Krótkie równanie obrazujące, że muffinka do potęgi trzeciej równa się Piwojad i już każdy wie z jakim piwem, browarem i stylem będzie miał do czynienia. Prosto, schludnie i ładnie. Dość jednak oceniania książki po okładce, choć akurat ta okładka warta jest spoglądania na nią. Przejdźmy do tego co kryje się w jej wnętrzu.

Przy napełnianiu szkła piwem, czuję się trochę jakbym nalewał jakiegoś czarnego syropu, bo piwo leje się doprawdy gęsto, oleiście. Czarne jak smoła i nieprzejrzyste, z pianą, która tak szybko jak się pojawiła, tak szybko zniknęła, ale w sumie nijak mi to nie przeszkadza. Ciemnobeżowa nadrukowana na szkle babeczka pięknie się odznacza na tym ciemnym tle.

Pierwsze pociągnięcie nosem pozwala mi wyłapać dość ostry i słodkawy aromat z lekkim alkoholowym zabarwieniem. Przypomina to w pierwszym momencie gęsty ciemny syrop cukrowy à la melasa, tylko że z dodatkiem alkoholu. Po tym przychodzi pora na kolejny wdech. Bardzo złożony profil, na który składa się mnogość palonych, ciemnych i ciężkich nut: solidnie gorzkiej czekolady, kakaa, palonego karmelu. Wyłapuje w tle także coś co przypomina mi orzechy laskowe, więc i one można dopisać do profilu aromatycznego. Gdy piwo złapało już nieco więcej temperatury, zamieszałem całością pod przykryciem dłoni. Dzięki temu do moich nozdrzy dotarła także wyrazista, lecz nie mdląca słodycz o takim ciemno-mlecznym charakterze, a także porcja czerwonych owoców. Coś na wzór wuzetki przekładanej dodatkowo musem z wiśni/czereśni.

Triple Muffin

Czas na pierwszy łyk. I wiem pewnie powiem to już enty raz, ale jakież to piwo jest przepięknie gęste, oleiste/likierowe. Cudownie gładko i aksamitnie rozlewa się po podniebieniu i języku, co za tym idzie spokojnie mogę wskazać pełnie piwa jako bardzo wysoką, nasycenie gazem natomiast na poziomie średnim. Początkowo profil piwa sprawia wrażenie dość słodkiego, jednak szybko się to zmienia, gdyż finisz jest zdecydowanie bardziej wytrawny, z lekkim uczuciem ściągania na podniebieniu, po którym przychodzi lekkie alkoholowe grzanie w przełyku. Goryczka? Nie ma w tym przypadku szans w jakikolwiek sposób zaistnieć, dominuje tutaj kawowa paloność wspomagana gorzką czekoladą. Ponadto wyłapuje także czerwone owoce poznane wcześniej w aromacie, choć tu w bardziej „suszonym” wydaniu.

Gdybym miał opisać Triple Muffin w kilku słowach pewnie porównałbym go do tej babeczki umieszczonej na dedykowanym szkle. Czarna, bowiem z wierzchu mocno przypieczona, przez co z wyraźnym palonym charakterem, a także solidną porcją kakaa i kawałkami bardzo gorzkiej czekolady i orzechów. Nasączona alkoholem, dla nadania jeszcze wytrawniejszego charakteru i ostrego pazura. Żeby jednak nie było tak gorzko, ozdabia ją słodki, krem śmietankowy który nadaje cudownej aksamitności. A całości dopełnia wisienka… w tym wypadku wisienka na muffince.

Ciekaw jestem jak piwo prezentowało by się za rok, nagryzione już nieco zębem czasu i potencjalnie urozmaicone wniesionymi w ten sposób akcentami zapachowymi, czy też smakowymi… Może więc warto by zapolować na jeszcze jedną butelkę. Jednego możecie być pewni: z niecierpliwością czekam na przyszły rok i to czym Piwojad znów nas oczaruje. Ale póki co pozostaje mi wspomnienie po Triple Muffin, a także smak na wersję tegoż leżakowaną w beczce po whisky Maker’s Mark, także bądźcie czujni i wypatrujcie kolejnych piwojadowych recenzji. Zdrówko!

Metryczka
Browar: Piwojad
Nazwa piwa: Triple Muffin
Styl: Imperial Milk Stout
Ekstrakt: 30º blg
Zawartość alkoholu: 12% obj.
Najlepiej spożyć przed: 08.03.2024
Ocena: 10/10
Piwotoki*: gęste, czarne, gorzka czekolada, kawa, kakao, oleiste, likier, palone, wiśnia, syrop, melasa, czereśnia, alkohol, gorzki, wytrawny, orzechy laskowe, wuzetka, krem śmietankowy


Nie zapominajcie również o:

  1. możliwości komentowania i dzielenia się swoimi wrażeniami z tekstu i nie tylko;
  2. zajrzeniu na blogowego Facebooka i Instagrama;
  3. zapisaniu się do grupy Fanów Piwnego Craftu (jeśli jeszcze tego nie zrobiliście), gdzie również znajdziecie moje teksty, ale również innych piwnych freaków dzielących się swoimi piwnymi doświadczeniami.
  4. po więcej piw w stylu Imperial Stout, Milk Stout, czy też z browaru Piwojad odsyłam do odpowiednich kategorii.

*Piwotoki – pojedyncze słowa pod postacią potoku, które razem składają się na całokształt piwa.