Russian Imperial Stout Po Godzinach
Zawsze z ciekawości sięgam po piwa browarów regionalnych, by sprawdzić jak radzą sobie z podejściem do piwnej rewolucji. Tak jest na przykład z browarem Amber i ich serią "Po Godzinach". Z tego cyklu trafiłem ostatnio na Russian Imperial Stout, czyli króla piwnych mocarzy, które został dwukrotnie obsypany brązem podczas polskich jak i zagranicznych konkursów. Czy słusznie? Sprawdźmy...

Czerń okraszona brązem

Ostatnimi czasy kupując piwa staram się robić to, w można by powiedzieć, przemyślany sposób. Wybieram pozycje świeże, które uważam że mogą mieć w sobie coś nowego, ciekawego, bądź po prostu chce sprawdzić jak ma się dany styl. Odszedłem od kompulsywnego kupowania, wszystkiego co mi wpada w oczy, bo potem sam już nie wiem co mam na stanie. Jednakże, nadal zdarza się, że kupować pod wpływem chwili.

I tak było między innymi ostatnio, gdy przechodząc w jednej z marketowych sieciówek obok regałów z piwami, moim oczom ukazał się Russian Imperial Stout z serii Po Godzinach. Cykl, w ramach którego, browar Amber sięga po mniejsze bądź większe eksperymenty i tworzy piwa, nawiązujące do piwnej rewolucji. W tym wypadku ekipa browaru wzięła na warzelnię prawdziwego mocarza, przepełnionego bogactwem aromatów i smaków. Poważne wyzwanie, inaczej mówiąc. Być może dlatego premierze tegoż piwa towarzyszył niemały szumu pośród piwnej braci, a samo piwo zdobyło w 2018 roku brąz podczas Konkursu Piw Rzemieślniczych w kategorii Imperialny Stout/Porter. Mając to w pamięci i stojąc przed sklepową półką, natychmiast chwyciłem jedną z butelek i umieściłem w koszyku. Zapragnąłem sprawdzić sobie jak tenże brązowy medalista prezentuje się w rzeczywistości i czy browarowi Amber udało się stworzyć ciemnego mocarza, który będzie trzymał fason.

Metryczka

Browar: Amber
Nazwa piwa: Po Godzinach RIS
Styl: Russian Imperial Stout
Ekstrakt: 24º blg
Zawartość alkoholu: 10% obj.
Skład: woda z własnych ujęć głębinowych; słód jasny pilzneński, słód karmelowy, jęczmień prażony, chmiele: Marynka, Sybilla, drożdże górnej fermentacji z własnej propagacji
Najlepiej spożyć przed: 15.07.2021


Oczy

Oczy odnotowują wszystko to czego można by się spodziewać: smolista, głęboka czerń piwa, a także obfita przy agresywnym nalewaniu wpadająca w brąz piana. Choć ta bąbelkowa piana początkowo wygląda imponująca, finalnie opada jednak to cienkiego kożucha.

Nos

Pierwszy wdech wykonany po nalaniu piwa do szkła przynosi nuty gorzkiej kawy i subtelnego alkoholu. Gdy powyższe niejako się ulatnia wychodzi dość słodkawy aromat, trochę jakby mlecznej czekolady albo też pralin. Z biegiem czasu jednak wszystko jakby zanika, a aromat przybiera bezkształtną formę, z której ciężko cokolwiek sensownego wyłapać. Ogólnie pachnie to mało efektownie, a na dodatek po skumulowaniu zapachów pod przykryciem i zamieszaniu, ujawnia się też coś na wzór gumy galonowej/goździków.

Usta

Pierwszy łyk pozwala odnotować średniowysokie nasycenie gazem i podobnie wysoką treściwość. Do tego lekko słodkawy początek, który przechodzi w wytrawny finisz. Goryczka wyraźna i inwektywna, w głównej mierze ma palone zabarwienie, ale daje się wyłapać także trochę chmielopochodnego akcentu. W ustach wyłapuje także trochę syropu cukrowego, melasy. Odczuwanie alkoholu przy pierwszych łykach jest dość subtelne, nalewkowe i całkiem przyjemne, jednak z każdym kolejnym łykiem odczucie to zyskuje na intensywności, a sam alkohol robi się ostrzejszy i coraz bardziej męczący, bo pod koniec totalnie dominować w całym profilu.

Reasumując

O ile pierwsze wdechy aromatu i pierwsze łyki piwa, były całkiem przystępne i obiecujące, tak z każdą kolejną minutą kosztowania RISa Po Godzinach, aromat zbijał się w bezkształtną masę, a smak robił się coraz ostrzejszy i alkoholowy. Trochę to wygląda tak jakby całemu piwu potrzebny był jeszcze dobry rok jeśli nie dłużej by zyskać nieco na ogładzie i dojrzeć. Do tego ten dziwny, zupełnie nie pasujący do stylu aromat gumy balonowej/goździków… Wypiłem całość, choć w sumie lepiej pasowałoby napisać, że wymęczyłem całość, bo końcówka, to już zdecydowanie nie była przyjemność z kosztowania tego specjału. I nawet jeśli czas miałby tutaj wnieść jakieś ulepszenia, to nie wiem czy zdecydowałbym się na kupno dodatkowej butelki na „leżak”.


Nie zapominajcie również o:

  1. możliwości komentowania i dzielenia się swoimi wrażeniami z tekstu i nie tylko;
  2. zajrzeniu na blogowego Facebooka i Instagrama;
  3. zapisaniu się do grupy Fanów Piwnego Craftu (jeśli jeszcze tego nie zrobiliście), gdzie również znajdziecie moje teksty, ale również innych piwnych freaków dzielących się swoimi piwnymi doświadczeniami.
  4. po więcej piw w stylu Russian Imperial Stout, czy też z Browaru Amber odsyłam do odpowiednich kategorii.