Wild Kord
Do tej pory pamiętam jak i czym zachwycił mnie Kord Whisky BA. Ostatnio miałem natomiast okazję spróbować co reprezentuje sobą dziki wariant tego piwa. Dziki, bowiem przy jego produkcji użyto dzikich drożdży Brettanomyces i Lactobacillus. Jak wyszło to połączenie tęgiego, a zarazem bogatego w różne walory Quintupla z nieprzewidywalnymi akcentami funky i leżakowaniem w beczce?

Można totalnie zdziczeć

Dobry rok temu, bo 16 lutego 2020 wrzucałem recenzję pewnego piwa piwa, które dobrze zapadło mi w pamięci. Wielu z Was pewnie je zna i miało okazje próbować, ja jednak niezamierzenie z degustacją trochę sobie wówczas poczekałem. Nie panując bowiem na zapasami i tym co się w nich znajduje, przetrzymałem je dobry rok po terminie. Jednakże nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo przypadkowy leżak okazał się znamienity w skutkach. Piwo zachwyciło mnie wanilią, kokosem, whisky, wiśnią, żurawiną, bakaliami i bardzo złożoną bazą słodową. Innymi słowy było po prostu przepyszne, co tu dużo mówić. Jak część z Was może się już domyśla, bądź na szybko to sprawdziła, chodzi oczywiście o Kord Whisky BA, czyli tęgiego Quadrupla z Browaru Rzemieślniczego Jan Olbracht.

Jednak czy mając tak złożone i wielowymiarowe piwo, o powtarzalnej jakości i ugruntowanej pozycji, można pokusić się o jeszcze większe ubogacenie piwa? Browar Jan Olbracht pokazuje, że jak najbardziej jest to możliwe. A na dowód tej tezy wypuścił Korda, z tymże kompletnie zdziczałego. Oto przed Wami Wild Kord!

Metryczka

Browar: Jan Olbracht
Nazwa piwa: Kord
Styl: Wild Quintuple
Ekstrakt: 26°blg
Zawartość alkoholu: 12% obj.
Skład: zawiera słód jęczmienny, pszeniczny, owsiany
Nr partii/data butelkowania: 11.10.2019

Whisky w rytmie funky?

Już spieszę z wyjaśnieniem o co chodzi z tym zdziczeniem, bo metryczka w sumie tutaj nic nie wyjaśniła poza tym, że pojawiło się słowo „wild” czyli dziki. Otóż ekipa browaru Jan Olbracht, bazowego Quadrupla poza standardowym wyleżakowaniem w beczkach, postanowiła jeszcze podrasować dzikimi drożdżami. I tak nad piwem pracowała mieszanka Brettanomyces i Lactobacillus. Kto choć raz miał okazję skosztować jakiegoś dzikusa, ten ma mniej więcej pojęcie, jak potrafią one odmienić piwo. Zastanawia mnie jednak jak wypadnie ta cała kompozycja, gdzie pierwotnie była już ona i tak dość mocno złożona, a tutaj dodajemy wszak jeszcze jeden „dziki” aspekt. Jak skomponuje się on z beczką po whisky? A może totalnie zdominuje całe piwo? Sprawdźmy.


Wild Kord przelany do szkła

Estetyka

Pod względem prezencji butelki i jej etykiety, mamy tutaj praktycznie wierną kopię tego co możemy znać z bazowej wersji Korda. Układ informacji, grafik i innych elementów, jest praktycznie taki sam, ale jak to mówią w diabeł tkwi w szczegółach, więc by odróżnić podstawkę od wersji dzikiej postanowiono zmienić nieco kolorystykę. I tym sposobem złote elementy graficzne i części napisów, zostały zamienione na srebrne, a dla pewności dodano jeszcze mieniącą się naklejkę z dużym napisem „Wild” oraz „edycja limitowana”. Poza tym to co znamy już ze zwykłego Korda, czyli nieduża, pękata butelką z dłuższą szyjką, przezroczysta etykieta, kapsel schowany pod sreberkiem informującym o leżakowaniu piwa w beczce po whisky. Prosto, ale zarazem ze smakiem. Całość wygląda bardzo ładnie.

Przechodząc już do samego piwa i tego jak prezentuje się w „kordowym” szkle: mamy tutaj do czynienia z barwą głęboko przyciemnionego rubinu, wpadającą wręcz w lekko brunatny odcień. Patrząc pod światło widać trochę klarowności. Piana przybiera postać bardzo cienkiej tafli, która po minucie znika, chowając swoją beżową barwę przed wzrokiem.

Aromat

Biorąc pierwszy wdech nosem, tym co najłatwiej daje się odnotować jest czerwone wino. Bardzo wyraźne i jednoznaczne, nie ma tutaj mowy o pomyłce. Czerwone owoce, które już w aromacie zdają się być kwaskowate i lekko cierpkie. Oto jak ujawnia się pierwiastek „wild” w kwestiach nosowych. Po chwili, to co opisałem powyżej nieco się tonuje, a do głosu dochodzi wyraźna, szlachetna whisky, która zwłaszcza po zamieszaniu i skumulowaniu aromatów daje o sobie znać. Ta alkoholowa nuta dorównuje dzikości stopniem intensywności, nie jest chamska, męcząca, ani nieprzyjemna. Gdy piwo otwiera się z każdą mijającą minutą do nosa docierają kolejne walory i są to między innymi coś na wzór palonego karmelu i wanilii. Do tego wspomniane na początku czerwone owoce nieco mieszają się z nutą alkoholową z czego powstaje wyraźny aromat wiśniowej nalewki.

Odczucie w ustach

W ustach podobnie jak w nosie, na pierwszy rzut daje o sobie znać dzika strona piwa. Stonowana kwaśność, lekko szczypiąca w język, a do tego finisz o funky-winnym zabarwieniu, zdecydowanie wytrawnym. Intrygująca, a zarazem bardzo przyjemna. Ten winno-dziki finisz czasem jednak nie utrzymuje się cały czas na podniebieniu, bo w jego miejsce po chwili wkracza odczucie jakby właśnie wzięło się łyk whisky. I to odczucie jest na tyle oczywisty, że można by pomyśleć, że istotnie pijemy whisky, a nie piwo. A jak whisky to i rozgrzewanie w przełyku i takie delikatne zaleganie posmaku również na wewnętrznej części warg. Nasycenie całości na poziomie średnim w stronę niskiego, pełnia piwa natomiast to odwrotnie: średnia w stronę wyższej treściwości.

Reasumując

Kord ponownie pokazał, że nie tylko na papierze ma wszystko, by bić się o miano „sztosa”. Tak samo jak wersja bazowa zachwyciła mnie ponad rok temu, tak i teraz wydanie „Wild” pokazało, jak duży potencjał na „ulepszenia” leży w teoretycznie gotowym i bardzo złożonym piwie jakim jest Quintuple. Bowiem do połączenia Barley Wine, Quadrupla i leżakowanie w beczce po whisky zdecydowano się dodać jeszcze dzikie drożdże. Tym samym Kord dostał jeszcze więcej pazura, zadziorności i walorów, którymi potrafi zachwycić i przyciągnąć. Wino i nuty funky idealnie zgrały się z beczką i całą słodową bazą, tworząc bardzo aromatyczną, smaczną i nie da się ukryć, wielowymiarową kompozycję. Jeśli gdzieś jeszcze traficie na zdziczałego Korda, nie omieszkajcie kupić. Ja sam zapewne nie będę oponował przed kupnem jeszcze jednego egzemplarza 😀

W dwóch/trzech słowach

Kord Wild to świetny przykład na to jak wiele można wycisnąć z piwa, które w wersji bazowej zdaje się być idealną kompozycją. Znany z podstawy bogaty profil słodowy oraz efekty leżakowanie w beczce po whisky, zostały urozmaicone o akcenty winne i funky. Zabieg dodania dzikich drożdży sprawił, że Kord wzniósł się na kolejny poziom „złożoności” i posiada jeszcze więcej walorów i cech, którymi potrafi przyciągnąć, zatrzymać i finalnie zachwycić.


Nie zapominajcie również o:

  1. możliwości komentowania i dzielenia się swoimi wrażeniami z tekstu i nie tylko;

  2. zajrzeniu na blogowego Facebooka i Instagrama;

  3. zapisaniu się do grupy Fanów Piwnego Craftu (jeśli jeszcze tego nie zrobiliście), gdzie również znajdziecie moje teksty, ale również innych piwnych freaków dzielących się swoimi piwnymi doświadczeniami;

  4. po więcej dzikich piw czyli Wild bądź w stylu Quintuple, czy też z Browaru Jan Olbracht odsyłam do odpowiednich kategorii.