Wreszcie mam okazję przekonać się jak Browar Turek radzi sobie z piwami mocno chmielowymi. Dlatego w ramach wsparcia lokalnych browarów z okolicy, nabyłem u nich po jednym egzemplarzu wszystkich piwa, a dzisiaj na tapetę trafia Cudzoziemiec czyli Session IPA.

Jakiś czas temu, kiedy restauracje były jeszcze zamknięte na cztery spusty, a jedyną drogą ratunku dla lokali gastronomicznych była sprzedaż na wynos, udałem się do oddalonego o nieco ponad 30 km Browaru Turek, by pomóc im, nieco uszczuplić ich piwne zapasy. Moim łupem padło wówczas dziewięć różnych pozycji, które właśnie poddaje seryjnej recenzji. Dzisiaj pierwsza z nich. W gościnę wpadł Cudzoziemiec, czyli Session IPA.

Już nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem okazję spotkać się z tym stylem. Wysyp wszelkiej maści piw DDH, Hazy, Sour, połączone z niezbyt urozmaiconym wyborem w konińskich realiach pozbawionych sklepów specjalistycznych, nie pomagało wyjść Session IPA na spotkanie. Na szczęście z ratunkiem wyszedł restauracyjny Browar Turek. Spójrzmy na to co udało im się stworzyć:

Metryczka

Browar: Turek
Nazwa piwa: Cudzoziemiec
Styl: Session IPA
Ekstrakt: 12º blg
Zaw. alkoholu: 4,7% obj.
Skład: woda, słód: Pale Ale, Carapils; chmiele: Marynka, Citra, Mosaic, Cascade; drożdże
Data ważności: 09.09.2020

Session IPA

Jedno spojrzenie na front butelki i nikt nie może mieć wątpliwości kto stoi za uwarzeniem dzisiejszego bohatera. Logo browaru jest duże i od razu rzuca się w oczy. Zdecydowanie bardziej subtelny jest styl, ale prawdziwy smaczek kryje się w sumie w nazwie piwa. W słowie „cudzoziemiec” literę „o” zastąpiono Kołem Dharmy, czyli motywem, który jednocześnie jest centralnym punktem flagi indyjskiej, a której barwy nomen omen stanowią tło etykiety. Bardzo dobrze z resztą ten element graficzny koresponduje z elementami tekstowymi, czyli krótkim opisem piwa i jego genezy, która nierozerwalnie wiążę się z Wielką Brytanią i koniecznością „naturalnego” utrwalania piw, które transportowano do Indii. Owa naturalność, to rzecz jasna chmiele, których szyszki i liście zdobią front butelki.

Zastanowiła mnie jednak jeszcze jedna kwestia, a mianowicie „nie” zamazane w słowie „niepasteryzowane”. Czyżby Browar Turek włączył ten zabieg do swojego procesu technologicznego przy produkcji piwa? Jeśli czyta to ktoś z browaru, czekam na info 😉

Oderwijmy już jednak oczy od butelki, a skupmy się na tym co dzieje się w szkle. A tutaj mamy ładną ciemnozłotą barwę piwa, jednocześnie bardzo klarownego. Jako ozdobnik obowiązkowa w tym stylu piana w odcieniu lekko zabrudzonej bieli, zbudowana w głównej mierze z drobnych pęcherzyków.

Session IPA

W nosie można łatwo wyczuć, że ma się do czynienia z piwem, gdzie to chmiel ma być głównym atutem. To dzięki niemu można poczuć nuty słodkich owoców (melon), żywiczne, momentami miałem wrażenie, że wręcz trawiaste, zielone (cokolwiek to znaczy, takie mam po prostu skojarzenie 😛 ). Nie są one jednak osamotnione, bo baza słodowa również musi być tutaj obecna. I jak najbardziej jest stanowiąc tło, dające odrobinę balansu w aromacie. Gdybym miał to określić proporcją to stosunek chmielu do słodu w nosie określiłbym jako 6:4.

Pamiętam jak na początku mojej przygody z piwem kraftowym, pierwszy raz miałem okazję spróbować Session IPA. Wówczas goryczka solidnie wykręciła mi zarówno podniebienie jak i całą twarz. Od tamtej pory mam wrażenie, że niejako uodporniłem, a wręcz stałem się niewrażliwy na goryczkę. Dlatego moja narzeczona służy mi jako wyznacznik goryczki w piwach. W przypadku Cudzoziemca, jest ona średnio mocna w kierunku lekkiej, o zabarwieniu jak przy albedo z grejpfruta. Ponadto ponownie dają znać o sobie skutki użycia chmieli, wyraźnie zaznaczając się na języku, a ich profil jest bliźniaczy z tym co prezentował aromat. Treściwość piwa, raczej niska, a cały jego profil jest zdecydowanie wytrawny, a jednocześnie orzeźwiający.

Cieszę się, że mogłem wreszcie sprawdzić jak Browar Turek radzi sobie z mocno chmielonymi piwami. Wcześniej nie miałem szczęścia, by akurat takowe mieli na stanie, tym razem trafiłem na moment „urodzaju”. Cudzoziemiec, który zawitał do mnie jako pierwszy, okazuje się przyjemną sesyjną odmianą klasycznej IPA nachmielonej, w głównej mierze, amerykańskimi odmianami. To pozwoliło uzyskać, znany już powszechnie i obfitujący w różnej maści owoce, żywice, sosnę i tym podobne, aromat, który swoje odzwierciedlenie znalazł również w ustach. Goryczkowe, choć może nie tak intensywnie jak można by było zakładać przy tym stylu, ale wystarczająco by podbić wytrawny profil piwa. Nie zabrakło także bazy słodowej, gdzieś schowanej za chmielem, ale dającej się odnaleźć. Smaczne, aromatyczne, lekkie i rześkie. Bardzo fajna, klasyczna odskocznia.

Więcej informacji o Browarze Turek i ich wyrobach znajdziecie na ich Facebooku. Zapraszam do śledzenia ich poczynań, zwłaszcza że dobre mają nie tylko piwa!

Czołem!

Nie zapominajcie również o:

  1. możliwości komentowania i dzielenia się swoimi wrażeniami z tekstu i nie tylko;
  2. zajrzeniu na blogowego Facebooka i Instagrama;
  3. zapisaniu się do grupy Fanów Piwnego Craftu (jeśli jeszcze tego nie zrobiliście), gdzie również znajdziecie moje teksty, ale również innych piwnych freaków dzielących się swoimi piwnymi doświadczeniami.