Czy użycie dziewięciu szczepów dzikich drożdży i bakterii brzmi dla Was szalenie? To co powiecie na doprawienie tegoż dodatkowo leżakowaniem w beczce po whisky Bowmore. I finalne zamknięcie się w 11,5%, które nijak nie jest do wychwycenia w trakcie degustacji. Przez Wami tegoroczna premiera browaru Piwojad: Dark Strong Wild Ale Bowmore BA 24P.

Ilekroć sięgam po wyroby krakowskiego browaru Piwojad, zawsze zastanawia mnie jedna kwestia: czy tytułowy Piwojad jest zwierzęciem dzikim, czy też w pełni udomowionym? Miałem z nim styczność już niejednokrotnie i za każdym razem miałem okazję poznać jego inne oblicze. Raz był, a raczej była to przesiąknięta wędzoną śliwką (którą zapamiętam do końca życia) Suska. Nieco później odkryłem wypełnionego po brzegi czekoladą i masłem orzechowym, słodkiego Muffina. W pamięci zapadła mi również siostra Suski, która miała słabość do beczki z winem Tempranillo. Były również epizody z odmianami lubującymi się tropikalno-cytrusowych owocach jak przy Smoothie, lub nadającymi nieco kwaskowatości, jak jeden z trójki braci, Blueberry.

Jak sami widzicie Piwojad niejednokrotnie gościł pod moim dachem, a w gościnę wpadał również do wielu innych osób. Wszystko to wskazywać mogłoby na fakt, że Piwojad pozwolił się udomowić. Na światło dzienne wychodzą jednak nowe okoliczności. Najnowsze badania prowadzone przez krakowski zespół piwowarów, pozwoliły odkryć, że tytułowe zwierze w swoim organizmie gości aż dziewięć różnych szczepów dzikich drożdży oraz bakterii, a jego ulubionym legowiskiem są rozległe torfowiska wyspy Islay.

Panie i Panowie! Oto Piwojad w wersji Dark Strong Wild Ale Bowmore BA 24P.

Dark Strong Wild Ale Bowmore BA

Decyzja o kupnie, czy wręcz zdobyciu tego piwa została przeze mnie podjęta w tym samym momencie, kiedy ujrzałem post zapowiadający dzisiejszego bohatera. Ekipa z Krakowa wiedziała, w które tony uderzyć, żeby przyciągnąć uwagę.

Swoje najnowsze dziecko ukryli w smukłej, przypominającej szampana, butelce o barwie przygaszonej, ciemnej zieleni. Jako ozdobnik na butelkę trafiła owalna etykieta o iście jesiennym klimacie: brązowo czarne liście dębu, do tego żołędzie, a w centrum Piwojad we własnej osobie w tej samej kolorystyce. Z tyłu natomiast krótka notka opisująca piwo, miejsce produkcji, skład i datę ważności. Krótko, prosto, a zarazem przejrzyście i nic więcej nie potrzeba. No prawie… Uzupełnieniem całości okazało się komponujące się idealnie, nowiutkie szkło. I to jakie! Nieduże, zgrabne, idealnie krągłe, ozdobione tym samym motywem co butelka z „dzikusem”.

Nie mogło być innego wyboru jak nabyć zestaw piwo + szkło (swoją drogą zapakowany w ozdobny kartonik). Jestem wzrokowcem i tak estetyczne opakowanie piwa, jak i „dedykowane” szkło nie mogło umknąć mojej uwadze i z miejsca stało się numerem jeden na liście „must have”.

Jednak poza byciem wzrokowcem, jednocześnie jestem beergeekiem, który lubi sięgać po piwa ciekawe i swego rodzaju „odjechane”. I dla niektórych takowe będzie dodanie jakiegoś szalonego dodatku, czy też kombinacji chmieli, które swoim profilem zwalają z nóg. W takich przypadkach Piwojad uśmiecha się jedynie zawadiacko znad swoich kart, po czym rzuca na stół 9 szczepów dzikich drożdży oraz bakterii po czym mówi „sprawdzam”. Jakby tego było mało zawsze trzyma asa w rękawie w postaci beczek po torfowej whisky Bowmore.

Teraz jednak to ja mam okazję zmierzyć się oko w oko z Piwojadem Dark Strong Wild Ale Bowmore BA 24P w tym karcianym pojedynku i jako pierwszy wykładam wszystkie karty na stół. Sprawdzam!

Choć na zdjęciu piwo prezentuje się nieprzejrzyście czarno, to w rzeczywistości jego barwa bardziej zbliżona jest do ciemnobrunatnej/ciemnomiedzianej. Do tego bursztynowe przebłyski. Świetny kontrast dla grafiki naniesionej na szkło. No i można odhaczyć pierwszy człon nazwy, czyli „dark”.

Zaciągając do nosa woń wydobywającą się ze szkła od razu przeskakujemy do trzeciego członu „wild”. Jest wyraziście dziko, ktoś by powiedział, że pachnie stajnią, końską derką etc. a dla mnie to po prostu dziki, „funky” aromat. Do tego odrobina wytrawnego czerwonego wina i owoce leśne. Torf wniesiony beczką po Bowmore nieco w głębi, aczkolwiek da się wyczuć delikatny lecz charakterystyczny akcent. W pewnym momencie miałem wrażenie, że poczułem nutę zapachową rąbanego drewna dębowego, ale może dlatego, że szkło stało chwilę wcześniej na takowym.

Zanim rozpiszę się o walorach smakowych, ostrzeżenie: mamy do czynienia z przyczajonym Piwojadem, który pije się bardzo lekko, przyjemnie i dość szybko, a nagle uderza w nas swoją niepodważalną mocą. To właśnie człon „strong”. Wspomniana lekkość jest podbita dzięki kwaskowemu odczuciu w ustach w stylu „funky”. Ot taki dziki kwasek. Dodatkowo ponownie dają o sobie znać owoce, tym razem w stylu suszonych, czerwonych owoców. Na finiszu brak goryczki jest rekompensowany przez delikatnie ściągające odczucie jak przy taninach w winie. Wysycenie również na korzyść pijalności tego piwa, bo jego średnio-wysoki poziom w połączeniu z lekkim ciałem (prawdopodobne dofermentowanie na poziomie ok. 91%) powoduje, że całość przyjemnie przelewa się przez język i podniebienia w głąb ciała.

Piwojad ponownie postarał się o piwo, które zapadnie mi w pamięci. Przyjemnie kwaśne i dzikie, przypominające momentami wytrawne czerwone wino, a czasami ujawniające swoją ciemną „torfową” stronę. Zdradliwie lekkie na początku, by na dłuższą metę przypomnieć o swoim potencjale procentowym. Gdyby tylko była opcja zdobycia butelki w wydaniu 0,75l to miałbym już murowanego kandydata do zastąpienia szampana podczas sylwestrowej nocy. Nie żebym coś sugerował… 😉

Więcej informacji o browarze Piwojad i ich wyrobach znajdziecie na ich Facebooku, czy też Instagramie. Zapraszam do śledzenia ich poczynań!

Czołem!

Nie zapominajcie również o:

  1. możliwości komentowania i dzielenia się swoimi wrażeniami z tekstu i nie tylko;
  2. zajrzeniu na blogowego Facebooka i Instagrama;
  3. zapisaniu się do grupy Fanów Piwnego Craftu (jeśli jeszcze tego nie zrobiliście), gdzie również znajdziecie moje teksty, ale również innych piwnych freaków dzielących się swoimi piwnymi doświadczeniami.