Lubię czasem sięgnąć po nieoczywiste połączenia na jakie decydują się piwowarzy. Na przykład jednoczesny dodatek herbaty i laktozy do piwa. Innymi słowy: piwna bawarka! Tylko jak się sprawdza takie zestawienie?

Cofnijmy się nieco w czasie. Niedaleko, bo na krótko przed Poznańskimi Targami Piwnymi 2019. Przeglądałem listę piw zgłoszonych do festiwalu, szukając czegoś ciekawego do spróbowania na miejscu, jak i kupienia na wynos. Lista długa, bogata i bardzo urozmaicona. W takim tłumie można by spokojnie nakreślić zasadę wyróżnij się lub zgiń. Wyjątkowa nazwa, nietypowy styl, nieoczywiste połączenie dodatków. To wszystko może pomóc zdobyć serce, umysł, nos i podniebienie beergeeka. Tak też było w moim przypadku. Wystarczyły cztery słowa „Ela Under My Umbrella” bym mocniej ścisnął długopis w dłoni, kreśląc te kilkanaście liter na swojej liście.

Lubię wspomniane już wcześniej nieoczywiste połączenia dodatków, na jakie można natrafić w tworzonych piwach. Rzemiosło pozostawia ogromne pole do popisu dla kreatywności piwowarów. Tak też jest w przypadku tytułowej Eli. Kojarzycie twór jakim jest bawarka? Dla niewtajemniczonych jest to napój na bazie herbaty, do którego dodaje się mleko. Taka kawa z mlekiem, tylko zamiast kawy jest herbata. No to teraz trzymajcie się, bo dodajemy ją do piwa!

Etykieta Ela Under My Umberlla

Co prawda nie bezpośrednio i nie dosłownie. Ela Under My Umbrella to wyrób browaru Kazimierz, którego ekipa zdecydowała się na podrasowanie zwykłego Ale poprzez dodatek herbaty i laktozy. Tym sposobem uzyskujemy Tea Latte Ale. I tutaj muszę się przyznać do swojej niewiedzy. Słowo „latte” w stylu zmyliło mnie, gdyż podejrzewałem początkowo popularną kawę z mlekiem o tejże nazwie, podczas gdy to zwykłe, włoskie określenie na mleko. Trzeba być czujnym.

Wracając do tematu mamy moim zdaniem dość odważne połączenie, bo nie znam nikogo kto świadomie zdecydowałby się na wlanie mleka do herbaty. A co dopiero przenieść to połączenie na realia piwowarstwa. Do odważnych świat należy, jak już wspomniałem wyróżnij się lub zgiń. W tym wypadku browar Kazimierz odniósł sukces, bo spośród setek piw to między innymi właśnie on zwrócił moją uwagę. Sama Ela Under My Umbrella z nalewaka skończyła się już po pierwszym dniu Poznańskich Targów Piwnych. Skutkiem tego był zakup butelki, którą czas otworzyć!

Pssst!

W szkle oczom ukazała się pomarańczowa ciecz zabarwiona nieco brązem. Mętna i nieprzejrzysta, trochę przypominała mi popełnione przeze mnie w zeszłym roku piwo, choć o wiele mniej błotniste. Biała czapka w postaci piany zniknęła tak samo szybko jak powstała, na dowód swojego istnienia pozostawiając wyraźny okrąg na powierzchni piwa. Tutaj jeszcze efekt „bawarki” jest niezauważalny.

Ela Under My Umbrella przelana do pokala

Po zaciągnięciu do nozdrzy aromatu wydobywającego się z pokala pierwszym co rzuciło mi się na myśl był chmiel. Cytrusowo-tropikalny profil wyraźny, trudny do przeoczenia. Tak samo jak herbata, która podążała w krok za swoim zielonym towarzyszem. Nie wiem jak mam opisać dokładnie ten aromat, ale po prostu powąchajcie sobie czarną herbatę tak jak np. Earl Grey i będziecie wiedzieć co mi po głowie chodzi. Bergamotka to również coś co zwłaszcza amatorzy liściastego naparu z łatwością wychwycą.

Herbata u Eli jako wątek główny tego piwa bardziej wyraziście zaznacza się w smaku. Jest on zdecydowanie bardziej herbaciany niż chmielowy, a na podniebieniu daje się odnotować uczucie ściągania jak przy sączeniu gorzkiego naparu. Nieobecna do tej pory laktoza uwidoczniła się właśnie w tym momencie kontrując herbacianą gorycz, swoją mleczną słodkością, jednak nieprzesadzoną.

Końcowe odczucia uzupełnia wysycenie na poziomie niskim z ambicjami na średni. Treściwość piwa mimo laktozy nie daje się odczuć by była w odczuwalny sposób podbita. Całokształt jednak sprawia wrażenie ślizgania się po języku, skutkiem czego piwo pije się bardzo gładko i przyjemnie.

Ela Under My Umbrella

Ela Pod Moją Parasolką intryguje od samego początku. Pomysłowa nazwa sprawiająca, że w głowie zaczyna brzmieć pewien dość znany utwór to jedno. Nieco karykaturalna i prześmiewcza, lecz nadal świetna grafika na etykiecie to drugie. Do kompletu brakuje jedynie nietuzinkowego piwa. I Ela poniekąd czymś taki właśnie jest. Pierwiastek herbaciany jest w piwie bardzo wyraźny, przyjemny i nieprzesadzony, co często bywa piętą achillesową zarówno w jedną jak i drugą stronę. Jednak żeby nie było tak całkiem słodko, to mam wrażenie, że gdzieś uciekł ten dopisek „latte” w postaci laktozy, co odebrało piwu nieco z jego potencjalnego nietuzinkowego sznytu.

Kończąc już i zbierając wszystko w jedno zdanie:

Bardzo dobre piwo, które zdecydowanie mi podpasowało swoim herbacianym charakterem dopełnionym przez chmiel. Choć może nie jest to dosłowne przeniesienie bawarki do piwa, to jednak swoimi atutami spokojnie się broni i przyciąga co z resztą miałem okazję odczuć na PTP 2019.

Więcej informacji o browarze Kazimierz i ich wyrobach znajdziecie na ich stronie WWW, Facebooku, czy też Instagramie. Zapraszam do śledzenia ich poczynań!

We wpisie wspomniałem także o Poznańskich Targach Piwnych 2019, z wizyty na których poczyniłem relację. Bezpośredni odnośnik do tekstu znajdziecie tutaj, także chętni na kolejną lekturę są proszeni o przejście dalej: Poznańskie Targi Piwne 2019 na szybcika!

Czołem!

Nie zapominajcie również o:

  1. możliwości komentowania i dzielenia się swoimi wrażeniami z tekstu i nie tylko;
  2. zajrzeniu na blogowego Facebooka i Instagrama;
  3. zapisaniu się do grupy Fanów Piwnego Craftu (jeśli jeszcze tego nie zrobiliście), gdzie również znajdziecie moje teksty, ale również innych piwnych freaków dzielących się swoimi piwnymi doświadczeniami.