Jedni wybierają się tam zupełnie spontanicznie, inni planują wizytę już kilka miesięcy wcześniej. Są tacy, którzy specjalnie na tę okazję biorą urlop. Inni przemierzają setki kilometrów, czy też rezerwują noclegi, by móc w pełni skorzystać z wydarzenia. Poznańskie Targi Piwne 2019, bo o nich mowa, po raz kolejny sprawiły, że Poznań stał się na dwa dni centrum piwnej Polski.

Ja wybrałem się na nie po 2 latach od poprzedniej wizyty. To miała być krótka wizyta, z której chciałem wycisnąć jak najwięcej. Byłem tam nieco ponad 3 godziny. Ktoś krzyknie, że to przecież nic, co można w tym czasie w ogóle zrobić? Ja tylko dodam, że to zupełnie wystarczy by spostrzec i spróbować to i owo. Także bez zbędnej zwłoki, przejdźmy do właściwej części tekstu 😉

Czas i miejsce akcji

Poznańskie Targi Piwne 2019 odbywały się 15 i 16 listopada, czyli piątek i sobotę. Miejsce jak łatwo się domyślić to znajdujące się w pobliżu Dworca Głównego PKP, Międzynarodowe Targi Poznańskie. Lokalizacja i termin niezmienne co najmniej od dwóch lat. Aczkolwiek pamiętam, że niegdyś targi odbywały się nawet 3 dni – piątek, sobotę i niedzielę. Rzeczywistość jednak to zweryfikowała i tak jak w przypadku wielu innych festiwali zdecydowano się na wydarzenie dwudniowe. Według mnie to wystarczająco, ponieważ z rozmów z wystawcami jasno wynikało, że ten jeden dodatkowy dzień charakteryzował się przesytem wśród odbiorców i tym samym ich zdecydowanie niższą frekwencją.

Czasowo w piątek wydarzenie otwarte było od 15 do 1 w nocy, natomiast w sobotę zaczynało się już od 12, co przełożyło się na 23 godziny szampa… Wróć… Piwnej zabawy.

Już nie KPR, a GPBC!

Tradycją od 2015 roku była gala finałowa KPR tj. Konkursu Piw Rzemieślniczych. Browary zgłaszały swoje propozycje w konkretnych kategoriach, sędziowie oceniali. Ostateczne werdykty niejednokrotnie rozpalały głowy piwnego środowiska. W tym roku jednak konkurs zmienił formułę organizacyjną, a jego gala odbędzie się w grudniu podczas Sympozjum Piwowarów Zawodowych. Natura jednak nie znosi próżni, dlatego w puste miejsce wskoczył zupełnie nowy konkurs. Greater Poland Beer Cup. Dedykowany browarom i cydrownim nie tylko z Polski, ale także z zagranicy. Sam konkurs, tzn. ocena piw odbywała się 8-9 listopada w Poznaniu. Nad całością pieczę sprawował doświadczony sędzia, miłośnik zarówno piwa jak i cydru: Przemysław Iwanek, a także wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych: Mateusz Puślecki. Gala Finałowa w trakcie której ogłoszono wyniki, miała miejsce i czas właśnie podczas piątkowej części Poznańskich Targów Piwnych.

Moje wrażenia?

Tak jak już wspomniałem, byłem tam nieco ponad 3 godziny, zaczynając koło godziny 12:30. Szczerze powiedziawszy wolę zaczynać wcześniej, gdy jeszcze nie ma dużego ruchu i spokojnie można rozejrzeć się co, gdzie i jak. Choć przyznam, że mimo wszystko to jak na tak „wczesną” godzinę, ludzi było sporo. Zrzucam to na barki soboty, jako dnia wolnego.

Mam jednak wrażenie, że odkąd zniknęło z PTP wydarzenie pod nazwą Beer Blog Day, które niejako zachęcało piwnych blogerów do odwiedzania imprezy, liczba tychże obecnych na targach zdecydowanie spadła. Niemniej udało mi się spośród tłumu wyłapać obecność Piwnej Kompanii, Birofile – vlog o piwie, Pora na Kraft, czy choćby Chmielobrodego, który charyzmatycznie prowadził quizy/konkursy na głównej scenie.

Stoiska wystawców świetnie wypełniały przestrzeń dość dużej hali. Niemniej przechodząc do strefy „Street Food” miałem nieodparte wrażenie, że marnuje się ogromna przestrzeń. Foodtrucki, razem z ławkami itd., wypełniały ją ledwie w 1/4 części, podczas gdy reszta pozostawała surowa i pusta. Aż prosiło się by ją czymś wypełnić, a nawet spróbować przenieść część piwnych wystawców do „trzeciej” hali, a w zwolnione miejsca wstawić dodatkowe ławki dla gości.

To wszystko co obecnie rzuca mi się na myśl, w kategorii „moje spostrzeżenia”. Z pewnością gdybym był o wiele dłużej, coś jeszcze wpadło by mi w oczy i do głowy. Teraz jednak czas już przejść do tego co interesuje większość z Was, czyli piwa!

Mierz siły na zamiary!

Plany były ambitne. Przeglądając listę zgłoszonych piw, która znajdowała się na stronie targów, wypisałem sobie aż 18 punktów. Jak na planowane maksymalne 5h obecności na imprezie, tempo istnie mordercze. Nawet jeśli połowa z nich miała przy sobie adnotację „na wynos”. Niemniej od czegoś wypadało zacząć, lecz nie z wysokiego C jak ostatnio, gdy polała się Imperialna IPA. Wiedziony pewną już dozą doświadczenia zacząłem przeprawę przez stoiska.

Od lewej: Punk Pils (Rock Browar Jarocin), New England IPA (Dobry Browar Gniezno),
Obibok (Browar Lasowiak), Alchemik (Profesja)

Punk Pils – Rock Browar Jarocin

Na pierwszy ogień poszedł Rock Browar Jarocin. Zdecydowałem się na ich Punk Pilsa, który dzień wcześniej został osrebrzony w przytoczonym już konkursie Greater Poland Beer Cup. Czy słusznie? Choć był konkretnie schłodzony, to dało się wyczuć charakterystyczną słodową nutę przypominającą ciastka w towarzystwie odrobiny kwiatów. W smaku zdecydowanie wytrawny profil z dobrze zaznaczoną goryczką. Jak na początek bardzo przyjemny i przede wszystkim lekki wybór na aklimatyzację, choć szczerze powiedziawszy poziom schłodzenia sprawił, że i mnie samemu zrobiło się na chwilę chłodniej.

New England IPA – Dobry Browar Gniezno

Chwila na ogrzanie przyszła jednak niebawem, bowiem zawędrowałem na stoisko Dobrego Browaru z Gniezna. Tutaj padło pytanie o „piwną wizytówkę”, czyli piwo, które browar uważa za swoje „naj naj naj”. Werdykt oczywiście nie mógł być inny – Porter Bałtycki w wersji Barrel Aged. Musiał on jednak poczekać, a swoje kubki smakowe i nos skierowałem na „bezglutenową”, bo wyłącznie ze słodu owsianego New England IPA z dodatkiem siedmiu odmian chmieli, a także rumianku i szałwii. Czegoś takiego jeszcze nie miałem okazji spróbować. Krytyczny poziom świeżości w aromacie, po prostu człowiek mógł poczuć jakby znajdował się na łące pełnej ziół, a obok niego ktoś obierał, kroił, mielił tropikalne owoce. Aromat bomba, powalił mnie na glebę. Jeśli Dobry Browar to czyta, to proszę nie poprzestawać i robić kolejne warki tego aromatycznego sztosu!

Rasowa Buła

Chwila odpoczynku od piwa, trzeba było też coś konkretnego wrzucić na ząb. Ze wszystkich foodtruckowych pozycji, najbardziej do gustu przypadła mi Rasowa Buła, serwująca hot-dogi. Ale nie takie jak z Ikei czy Żabki. Konkretne bułka, kiełbasa i solidna porcja dodatków, w moim przypadku były to bodaj grilowane warzywa i bekon. Najadłem się, a przy okazji konkretnie ubrudziłem sosem. Niemniej smaczne i syte, a to się naprawdę liczy.

Obibok – Browar Lasowiak

Wracając do głównego wątku, były już dwa razy piwa jasne, więc przyszedł czas na coś ciemniejszego. Tym sposobem trafiłem na stoisko Browaru Lasowiak, a do mojego szkła trafił Obibok – Coffee Vanilla Milk Stout. Jeszcze pewnie tego nie wiecie, ale jestem łasuchem, a to piwo pachniało i smakowało jak mleczna kawa z wanilią, której piwowar ewidentnie nie poskąpił, bo była bardzo wyraźnie wyczuwalna i uprzyjemniała odbiór tego piwa. Wypiłem z nieukrywaną przyjemnością, a dodatkowo zostałem natchniony do osobistego poczynienia podobnego piwa, w domowych warunkach.

Alchemik – Browar Profesja

Tutaj można by powiedzieć, że zrobiłem odstępstwo, bo wcześniej wybierałem „młode” browary, a tutaj nagle starszy wyjadacz! Niemniej byłem zaintrygowany, co ciekawego może mi się trafić. Z całej przedstawionej mi gamy piw, wybrałem Alchemika, czyli dziką AIPA. Dawno już nie miałem okazji spróbować dzikusa. Tutaj jednak nie znajdzie się tego, czego można by się początkowo spodziewać u wild’a. Nie ma końskiej derki, stajni, ani nic z tych rzeczy. To jest funky w zupełnie innym wymiarze. Połączenie owocowości jaką daje nam użycie pięciu odmian chmieli w tym Galaxy, Cascade, czy też Vic Secret, a także kwaśnej Belgii. Pozornie proste piwo, które jednak warto rozłożyć w zaciszu domowym na czynniki pierwsze.

Kiwi Rail – Browar Stacja Małomice

Mój ostatni wybór, został niejako podyktowany poleceniem Hopster Blog, który będąc na targach już w piątek, polecał właśnie ten wyrób. Cóż mogłem zrobić innego, jeśli nie spróbować na własnej skórze, czym też Stacja Małomice może zachwycić. Można by z pozoru powiedzieć, że to zwykłe New Zeland Pale Ale, jednak nie zapominajmy o nazwie. Słowo „kiwi” nie pojawiło się tam przypadkiem. Piwo jest soczyste i obfite w owoc kiwi, zupełnie jakby ktoś wycisnął sok z tegoż i wlał prosto do butelki po czym zamieszał. Sęk w tym, że to zasługa tylko i wyłącznie egzotycznych, nowozelandzkich odmian chmieli. W tej roślinie jest moc i aromat, który później świetnie przekłada się na piwa!
*O mocy tego piwa niech świadczy fakt, że zauroczony nim, zapomniałem zrobić zdjęcia dla dokumentacji 😛

Co się odwlecze, to nie uciecze

Powyższa piątka piw jest wszystkim co udało mi się na żywo spróbować podczas Poznańskich Targów Piwnych 2019. Z tym że, jak może pamiętacie miałem kilka pozycji, które chciałem zabrać na wynos. Tutaj również wypadła liczba pięciu piw + 3 szkła. No nie mogłem sobie odmówić, nie mam już tych szkieł gdzie trzymać, ale nadal chce kolejnych.

Wspomniana piątka to:
1. Porter z Gniezna leżakowany w beczce po koniaku Martell – Dobry Browar Gniezno – Porter Bałtycki
Wypić go na targach się nie zdecydowałem, co nie oznacza, że nie skusiłem się na zakup butelki. Czuję w kościach, że będzie dobrze!
2. Hono Lulu – Browar Birbant – Quadrupel Hazy IPA
Połączenie Quadrupela ze stylem IPA w dodatku w wersji Hazy. To brzmi tak ekscentrycznie, że aż strach czy z kartonika nie wyskoczy przypadkiem Hawajka i nie odtańczy tańca Hula.
3. Rajski Miażdżyszpon – Browar Harpagan – Pastry Imperial Stout
Jestem łakomczuchem, który nadal nie doświadczył tego dobra jakim jest Stout w stylu Pastry. Tak dłużej być nie może. Swoją drogą pokonała mnie nazwa tego piwa, przez co zanim o nie poprosiłem musiałem sobie ją przypomnieć w notatniku telefonu. Dobra robota Harpaganie!
4. Ela Under My Umbrella – Browar Kazimierz – Tea Latte Ale
Miałem spróbować na miejscu, niestety, albo i stety ostały się wyłącznie butelki. Nabyłem jedną z nich ciekaw połączenia herbaty i laktozy w piwie.
5. Imperialny Belzebóbr – Rzeka Piwa – Imperial Peanut Stout
Ciekaw co do zaoferowania ma Rzeka Piwa, skusiłem się na ich mocarnego Belzebobra. Takich cudów u mnie w mieście nie ma, więc to była pewnie jedyna okazja by zdobyć jedną butelkę. No i niesiony szałem zakupów, zaopatrzyłem się dodatkowo w szkło, w końcu z czegoś trzeba degustować!

Festiwalowe zakupy nie mogły skończyć się inaczej.

Wszystko dobre, co się dobrze kończy

Niby nieco ponad 3 godziny tam byłem, a tekst tak długi, jakbym co najmniej dobę spędził. Niemniej Poznańskie Targi Piwne 2019 to już pieśń przeszłości, po której zostały wspomnienia bardzo dobrych piw i nadzieja na kolejne wyśmienite, których czas degustacji dopiero nadejdzie. To był bardzo dobrze spędzony czas, który mimo wszystko obfitował w różne ciekawe i zabawne wydarzenia. Po wszystkim pozostaje we mnie jednak niedosyt, ale i solidna chęć by następnym razem pełniej wykorzystać tą imprezę. A już na pewno zrobienie większej ilości zdjęć, żeby można było to jakoś sensownie udokumentować!

Dajcie znać w komentarzach jak podobały Wam się Poznańskie Targi Piwne 2019, a jeśli jeszcze nigdy nie byliście na tej imprezie, to mam nadzieję że ten tekst Was zachęci do odwiedzin. Choćby krótkich, tak jak moje 😀

Wpadajcie na Facebooka, gdzie na bieżąco wrzucam zdjęcia i opinie o degustowanych piwach, dziele się wpisami, a także wszelkimi innymi ciekawymi informacjami ze świata piwa! Tak samo nie zapominajcie o Instagramie, choć tam ograniczam się wyłącznie do zdjęć piw, niemniej dać lajka zawsze możecie 😀