żółć bydlęca

Witajcie!
Przychodzi nam żyć w czasach, kiedy to praktycznie ze wszystkich stron jesteśmy bombardowani informacjami, przestrogami na temat naszego żywienia. Co nam wolno jest, co szkodzi, czego jemy za mało, a czego zbyt wiele. Że cukier szkodzi, że mleko kokosowe najpierw jest ok, a nagle fe. Że bułki kajzerki to syf, który zapycha jelita, że takich dwóch składników nie łączyć, że od tego mamy raka, ból dupy. I prawda, duże firmy tną koszta produkcji co rusz szukając tańszych aczkolwiek wcale nie lepszych zamienników komponentów swoich artykułów żywnościowych.

Odkrywanie tego wszystkiego, pisanie o szkodliwych czynnikach i zagrożeniach dla naszego zdrowia, to pozytyw, jednak tylko jeśli gdy informacje pochodzą ze sprawdzonych źródeł. A z tym bywa już różnie. Jednak każdy ma swój rozum, choć we współczesnym wirze wpływających do naszego mózgu danych coraz ciężej przesiać ziarno prawdy od wyssanych z palca bajek.

To samo tyczy się branży piwowarskiej, a będą bardziej konkretnym, największego syfu na jaki można trafić pijąc piwo, czyli… ŻÓŁĆ BYDLĘCĄ.

To prawdziwy koszmar. Informacja o tym, że taki specyfik trafia do piw, pojawiła się nagle i rozbudziła wszystkich piwoszy bez wyjątku. Co rusz można było usłyszeć „Żubr/Tyskie/Harnaś etc. (podkreślić wybraną opcję) się zepsuł, pewnie żółci bydlęcej dodają”.

Ten legendarny wręcz już składnik ma sprawiać, że piwo zaczyna śmierdzieć, źle smakować, ogólnie rzecz ujmując piwo koncernowe, jest jeszcze gorsze niż zwykle.A to wszystko w ramach ideologicznego cięcia cen produkcji i zwiększania zysków. No bo w końcu jeśli na jednym litrze koncern zyska 0,5gr to na rocznej produkcji sięgającej paru milionów hektolitrów, odbije sobie dobre miliony złotówek.

Sęk w tym, że… Nie ma czegoś takiego w piwie jak żółć bydlęca.

To rozdmuchana do rozmiarów dorodnego arbuza bańka, która nigdy nie została przez nikogo potwierdzona. Wyjęta z kontekstu badania przeprowadzonego przez Inspekcje Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych i sporządzonego raportu, gdzie wykryli w jednym browarze niezgodne parametry piwa i oznakowanie. Informacja o bydlęcej żółci, która nie została zanegowana, poszła w kraj. No i się zaczęło. Od brukowca do brukowca, media, internet zaczęły huczeć.
Nie zgadzał się ekstrakt w badanych piwach i poziom alkoholu, a także oznakowanie na etykietach. Nic o żółci bydlęcej. Jednak ktoś sprytny podchwycił temat. I tak oto ten mit potrafi trwać aż po dziś dzień.

Sprostujmy więc.
Żółć to jak wszyscy dobrze wiemy to wydzielina naszej wątroby, mająca wspomagać procesy trawienne. Zakładam że żółć bydlęca to to samo, tylko w organizmie bydła hodowlanego. No i właśnie. Rozumiem że browary miałyby swoje hodowle i aparaturę potrzebną do pobierania owej żółci ? I w dodatku jej proszkowania, bo owa żółć ponoć była dodawana w formie proszku. Coś Wam to mówi ?

Chodzi tutaj o ekstrakt słodowy lub chmielowy. Który właśnie może być w proszku albo w postaci płynnej. Płynna ma żółte zabarwienie stąd może kojarzyć się z żółcią. I pewnie ktoś, kiedyś widział jak w browarze do brzeczki dodawano taki płynny bodaj sypki ekstrakt, który zmienił nam barwę piwa i już Bóg wie jakie domysły, wyobraźnia poszła w ruch i powstała żółć bydlęca. W takim razie ja takową do swojego piwa domowego też dodałem 😮

Ale uściślając: nie używa się żółci bydlęcej jako zamiennika czegokolwiek w piwie dla oszczędności, bo nie uzyskamy piwa, tylko cholera wie co. Żółć nie ma takich właściwości jak chmiel czy słód.

Dodajmy że sprawa tyczy się głównie browarów koncernowych, gdyż te dość skrupulatnie szukają wszelkich usprawnień by produkcja szła jeszcze szybciej i taniej. Stąd szybka, wysokotemperaturowa fermentacja, ekstrakty, chmielu, którego jest jak kot napłakał nie wspomnę.

I choć cała sprawa z żółcią bydlęca, co jakiś czas odbija się echem, to jednak mimo wszystko jest to wyssana z palca bajka, która nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości, bo to po pierwsze nieopłacalne, po drugie no nie da się.

Więc jeśli ktoś w Waszym towarzystwie kiedyś wspomni o żółci bydlęcej, powiedzcie że to bzdura i uargumentujcie. Albo odeślijcie do mojego wpisu.

Swoją drogą, muszę zebrać parę piwnych mitów i je w jednym wpisie obalić 😉

Gdyby coś jeszcze Was w tym temacie interesowało, bo temat rzeka, to piszcie w komentarzach, lub w wiadomościach na FB.

A tymczasem w górę, szkło z piwem bez żółci bydlęcej i…

Na zdrowie!

Nie zapominajcie również o:

  1. możliwości komentowania i dzielenia się swoimi wrażeniami z tekstu i nie tylko;
  2. zajrzeniu na blogowego Facebooka i Instagrama;
  3. zapisaniu się do grupy Fanów Piwnego Craftu (jeśli jeszcze tego nie zrobiliście), gdzie również znajdziecie moje teksty, ale również innych piwnych freaków dzielących się swoimi piwnymi doświadczeniami.